⚔ Kroniki Kampanii
Załóż darmowe konto i sprawdź nasz system kampanii

‹ Lore Kings of War

Kroniki Pannithoru, cz. 3: Lustro Fenuliana

Najwybitniejszy elf w dziejach, kobieta, która powiedziała mu „nie”, i Celestianin, który podsunął mu rozwiązanie. Historia Lustra Fenuliana to opowieść o miłości, pysze i manipulacji – i o tym, jak jedno rozbite zwierciadło zakończyło Czas Światła i rozdarło bogów na pół.

Tę historię zna w Pannithorze każdy. Problem w tym, że każdy opowiada ją inaczej.

Dla elfów to tragedia o miłości skazanej na klęskę – opowieść o tym, do czego może się posunąć zakochany elf. Dla ludzi to przestroga przed elfią pychą: oto elf, który nie potrafi przyjąć odmowy od zwykłej kobiety i próbuje złamać jej wolę czarami. A krasnoludy? Krasnoludy wzruszają ramionami i mówią, że tak się kończy mieszanie ras. Gdyby każdy trzymał się swoich, jak one, świat miałby o połowę mniej zmartwień.

Wersji jest chyba tyle, co gwiazd na niebie. Ale sedno zawsze jest to samo.

Część pierwsza: elf, który miał wszystko

Calisor

Calisor Fenulian był najwybitniejszym elfem, jaki kiedykolwiek chodził po Pannithorze. Magia przychodziła mu równie łatwo jak władanie mieczem. Był genialnym dowódcą i równie dobrym poetą, zachwycał urodą, a do tego miał urok i cięty dowcip. Nie było rzeczy, której by nie potrafił. Kiedy dziś czyta się kroniki jego dokonań, trudno uwierzyć, że to jeden elf – i nawet wśród samych elfów są tacy, którzy mają co do tego wątpliwości.

Taki talent, taka pasja i do tego niemal nieśmiertelne życie? To nie mogło się dobrze skończyć. Skoro wszystko mu wychodziło, Calisor stał się dumny nawet jak na elfie standardy. A kiedy w końcu się zakochał, zgubiło to i jego, i całą epokę.

Elinathora

Elinathora była córką ludzkiego szlachcica – z pomniejszego rodu, ale szanowanego na tyle, że powierzono mu funkcję posła u elfów. Zabrał córkę ze sobą na dwór w Therennia Adar. Jej matka zmarła, gdy Elinathora była mała, i od tamtej pory to ona opiekowała się ojcem i rodzeństwem. Uparta, niezależna, lojalna – niezwykła kobieta, która nigdy nie spodziewała się, że wyjdzie za kogoś z najwyższych sfer.

Calisor zobaczył ją na dworze Najwyższego Króla elfów i przepadł od pierwszego spojrzenia. Postanowił, że się z nią ożeni. Za wszelką cenę.

„Nie”

Elinathora była wobec niego grzeczna i pełna szacunku. I zupełnie niezainteresowana.

Miała swoje sprawy: ojca i rodzeństwo na głowie. Ale przede wszystkim bała się życia u boku elfa, i to takiego jak Calisor. Mąż, który przewyższa cię we wszystkim, w sile i w rozumie, i który przeżyje cię setki razy. Dzieci, które – jak to półelfy – wezmą dużo więcej po ojcu niż po matce, więc nie doczekasz chwili, gdy dorosną. I on, wciąż młody i piękny, patrzący, jak ty więdniesz i się starzejesz. Na samą myśl robiło jej się słabo.

Namawiali ją wszyscy. Ojciec błagał, żeby pomyślała o rodzinie, o swoim mieście, o swoim ludzie – przecież to szansa, żeby poślubić najjaśniejszą postać z najjaśniejszej rasy w Pannithorze, zaraz po samych Celestianach. Elfy, które przychodziły z nią porozmawiać, były mniej romantyczne. Nie były okrutne, ale zwyczajnie nie rozumiały, jak zwykła ludzka kobieta śmie odmawiać ich największemu synowi. W jej „nie” widziały zuchwałość, a nawet arogancję.

Nikt jej nie przekonał. Nie przekonał jej też sam Calisor, choć próbował wszystkiego: coraz bardziej wymyślnych prezentów, coraz bardziej spektakularnych wyczynów. Nic. Najwspanialszy syn elfów popadł w głęboką, czarną depresję.

Elf w płaszczu wędrowca

Odczuło to całe elfie królestwo. Elfy przywykły, że Calisor trzyma rękę na pulsie w tysiącu spraw, a samo to, że jest, dodawało im pewności siebie. Najwyższy Król w końcu oficjalnie go zganił za zaniedbywanie obowiązków. Calisor rzucił wtedy insygnia swojego urzędu, owinął się w zwykły płaszcz wędrowca i zaczął samotnie włóczyć się po gajach wokół miasta.

Tu wersje historii rozchodzą się najbardziej. Krasnoludy widzą w Calisorze nadąsane dziecko, które obraziło się na cały świat, bo nie dostało zabawki. Elfy mówią o chwili, w której złamało się jego serce i dusza. Ludzie opowiadają to z gorzką ironią, jako najlepszy dowód na to, jak kapryśne są elfy, jak zadzierają nosa i jak niewiele są warte, kiedy przychodzą prawdziwe kłopoty.

Może gdyby poszedł wtedy inną ścieżką albo nie przegonił każdego, kto chciał mu towarzyszyć, historia świata potoczyłaby się inaczej. Ale Calisor krążył po gajach, starannie omijając innych, i przeklinał niebiosa – czasem na głos, czasem pod nosem. Zresztą nikt w mieście nie miał już cierpliwości, żeby z nim rozmawiać.

Nikt poza jednym.

Czy to było okrutne zrządzenie losu, zwykły przypadek, czy coś znacznie mroczniejszego – w najgorszej chwili życia Calisora znalazł go Oskan.

Część druga: propozycja nie do odrzucenia

Rozmowa w gaju

Co sobie powiedzieli, nie wie nikt. Może Calisor po prostu się wygadał. Przywykł do obcowania z Celestianami, więc nie czuł przed Oskanem ani onieśmielenia, ani wstydu. A może to Oskan zaczął się żalić: na swoją pozycję wśród pobratymców, na życie w Pannithorze, na śmiertelne ludy i to, jak patrzą na jego rodzaj. Tak czy inaczej, Oskan dowiedział się, co gryzie Calisora. A rozwiązanie, które podsunął, odbiło się echem w całej historii świata.

Lustro.

Czym było Lustro

Uczeni kłócą się o to od wieków. Jedni twierdzą, że było to prawdziwe zwierciadło – wykute magią z wielu artefaktów, znacznie bardziej wystawne niż zwykłe lustro, ale działające na tej samej zasadzie. Inni uważają, że to było zaklęcie, tak potężne i skomplikowane, że nikt przedtem ani potem nie rzucił niczego podobnego, a słowo „lustro” to tylko uproszczenie dla umysłów słabszych niż umysł Calisora.

Co do jednego wszyscy są zgodni. Wystarczyło, żeby Elinathora spojrzała w Lustro, a jej serce należałoby do Calisora. Stworzenie go przekraczało wszystko, czego dotąd dokonał jakikolwiek elf, sam Calisor też. Potrzebne były rzadkie, egzotyczne składniki, a najrzadszym z nich był „blask Gwiazdy Niebios”. Ciekawe, że te słowa brzmią dokładnie tak samo we wszystkich zapiskach: w starożytnym krasnoludzkim, elfim i primovantiańskim.

Złoty ptak

Oskan dorzucił jeszcze jedno zastrzeżenie, jakby mimochodem. Kiedy z głębi Lustra rozlegnie się śpiew złotego ptaka, Elinathora musi natychmiast przestać w nie patrzeć.

To „mimochodem” raczej nie było przypadkowe – Calisor był już tak zachwycony wizją odwzajemnionej miłości, że nie zwrócił uwagi na dziwny szczegół. Dlaczego Oskan w ogóle o tym wspomniał, to zagadka. Może wymagał tego jakiś celestiański obyczaj. A może coś mu się wymsknęło, bo jego lepsza połowa po raz ostatni i zupełnie bezskutecznie próbowała go powstrzymać.

Dla samej historii nie ma to większego znaczenia. Calisor wyszedł z gajów odmieniony. Wróciła mu dawna energia.

Król, który nie zadawał pytań

Calisor stawił się na dworze i poprosił Najwyższego Króla o potężną flotę i ogromne środki na swoją wyprawę. Król zgodził się z radością – najlepszy syn elfów wreszcie wracał do siebie.

Krasnoludy uważają, że właśnie w tej chwili elfy przypieczętowały swój los. Gdyby król przyjrzał się uważniej błyskowi w oku Calisora albo zapytał, po co mu to wszystko, może dałoby się jeszcze uniknąć katastrofy. Elfy są dla swojego władcy łaskawsze: król przez całą nieobecność Calisora był pod ogromną presją z wielu stron, więc powrót jego najzdolniejszego poddanego musiał przynieść mu ulgę.

Wyprawa

Wyprawa trwała kilka lat. Calisor zbierał składniki ze wszystkich stron świata i za każdy płacił słono – majątkiem, a czasem także życiem innych. Nikt nie śmiał zadawać pytań. Kiedy w końcu ogłosił, że ma wszystko, i zamknął się w swoich komnatach, żeby zacząć pracę, flota była przetrzebiona, a królewski skarbiec wyraźnie lżejszy.

Calisora to nie obchodziło. Miał to, czego potrzebował.

Część trzecia: blask gwiazdy

Wielkie dzieło

Legendy mówią, że przy każdym etapie pracy świat zwijał się w konwulsjach. Trzęsienia ziemi wstrząsały fundamentami Therennia Adar, morza wrzały i wylewały się na ląd, niebo ciemniało. Calisor nie przerwał. W końcu Lustrze brakowało już tylko ostatniego elementu.

Pewnej nocy Calisor wycelował je w Gwiazdę Niebios. Lustro pochwyciło jej światło, uwięziło je, stopiło się z nim i zaczęło czerpać z niego moc.

Po co naprawdę było Lustro

Czy to światło było w ogóle potrzebne do tego, co obiecywał Oskan? Tego nie wiadomo. Niektórzy uważają, że Oskan i tak wyczarowałby Elinathorze piękne wizje własnymi iluzjami, a Lustro od początku miało służyć czemuś zupełnie innemu: rozdarciu Celestian. Bo Celestianów łączyła z Gwiazdą Niebios szczególna więź. Najprawdopodobniej to z niej czerpali moc – a może nawet samą swoją istotę.

Ostatnia przeszkoda

Lustro było gotowe. Zostało najtrudniejsze: namówić Elinathorę, żeby w nie spojrzała.

I znowu Calisor odbił się od ściany. Ani urok, ani dowcip, ani bogactwo nie skłoniły jej, żeby weszła na szczyt jego wieży i obejrzała nowe cudo. Elinathora nie zmieniła zdania ani o jotę. Była za to rozczarowana. Jak wszyscy w mieście słyszała, że Calisor odżył, i miała nadzieję, że pogodził się z odmową, a może nawet znalazł sobie kogoś nowego. Tymczasem on znów obsypywał ją tą samą duszącą adoracją, a ona z trudem zachowywała resztki uprzejmości.

Calisor nie odpuścił. Nachodził ją, nachodził jej ojca, zamęczał jej przyjaciół i służące – każdego, kto miał choć odrobinę jej uwagi. Przez długie tygodnie Elinathora nie mogła porozmawiać z nikim, kto nie błagałby jej, żeby jeszcze ten jeden raz odwiedziła Calisora i zobaczyła jego wielkie dzieło.

W końcu uległa. Przyszła do jego komnat, żeby mieć to już za sobą i odzyskać własne życie.

Część czwarta: co pokazało Lustro

Najpierw raj

Elinathora spojrzała w Lustro i zobaczyła życie, o jakim nawet nie śmiała marzyć. Pełne wynalazków i przygód. Wydłużone wielokrotnie dzięki opiece Calisora. Złota jesień tego życia w zamku, który Calisor wzniósł dla niej i dopracował pod każdy jej kaprys, otoczonym przez tłumy elfów, ludzi i krasnoludów, zjednoczonych w miłości do niej i w oddaniu dla jej męża. Zobaczyła dzieci: piękne i silne, bohaterów, których kochał cały świat. Zobaczyła ojca, szczęśliwszego niż kiedykolwiek od śmierci matki i żyjącego tak długo jak ona.

Każdy szczegół rozwiewał jedną z jej obaw. Aż w końcu z tych obaw nie zostało nic, a jej serce naprawdę zwróciło się ku Calisorowi. Wciąż wpatrzona w obrazy, sięgnęła po jego dłoń.

Calisor chwycił ją skwapliwie. Był tak oszołomiony tym, że jego największe marzenie właśnie się spełnia, że nie usłyszał śpiewu złotego ptaka.

A kiedy usłyszał, było już za późno.

Potem wszystko inne

Obrazy pociemniały. W Lustrze pojawił się marmurowy grobowiec, surowy i piękny, a na nim imię Elinathory.

Calisor przypomniał sobie przestrogę Oskana i próbował odciągnąć Elinathorę od Lustra. Stała jak wmurowana. Nie odważył się szarpnąć mocniej, żeby nie zrobić krzywdy jej kruchemu, ludzkiemu ciału. Mógł tylko patrzeć, jak miłość, która dopiero co się w niej narodziła, więdnie i umiera, a na jej miejsce przychodzi przerażenie.

Lustro pokazało im resztę. Calisora, zarośniętego i obłąkanego, wyjącego do nieba przy jej grobie. Kolejne kobiety w ich małżeńskim łożu, żadna nawet w połowie tak piękna jak ona, porzucane jedna po drugiej, bo nic nie mogło ukoić jego bólu. Ich dzieci, rozdarte między dwiema naturami walczącymi w ich duszach. Najstarszego syna, który nie wybaczył ojcu ani śmierci matki, ani tego, jak zbezcześcił pamięć o niej, i w końcu wystąpił przeciwko niemu zbrojnie. Wreszcie pobojowisko we krwi, na którym ojciec i syn stanęli twarzą w twarz. Stary, zniedołężniały Calisor zginął przebity, a potem jego ciało ukrzyżowano. Wiwatowali nawet jego żołnierze, szczęśliwi, że pozbyli się szalonego pana.

Krzyk

Minęło wiele minut, zanim Calisor zdał sobie sprawę, że w komnacie ktoś krzyczy. To była Elinathora. Krzyczała bez przerwy, jak ktoś, kto właśnie stracił rozum.

Nagle uderzyła pięścią w Lustro. Szkło rozprysło się na tysiące odłamków, które posypały się wokół nich jak deszcz. Calisor wciąż nie mógł dojść do siebie po tym, co zobaczył. Oprzytomniał dopiero wtedy, gdy Elinathora bezwładnie osunęła się obok niego.

Nie żyła. W jej sercu tkwił odłamek lustra, a jej dłoń spoczywała na nim. Sama odebrała sobie życie.

Część piąta: rozdarcie

Co stało się z Calisorem

Nie wiadomo. Żadna kronika nie mówi, jak skończył najwybitniejszy elf w dziejach, i właściwie nie ma to znaczenia. Był najwspanialszy ze swojego rodu, a jego pycha sprowadziła na świat najgorsze nieszczęście.

Bogowie rozdarci na pół

Czy winne było uwięzienie światła Gwiazdy Niebios, czy to, że Elinathora w rozpaczy roztrzaskała Lustro – nikt nie wie. Skutek był jeden i nazywa się Rozdarciem.

Rasa Celestian pękła. Wielu z nich zginęło na miejscu. Wielu innych rozszczepiło się na dwoje: to, co w nich szlachetne, oddzieliło się od tego, co mroczne. Powstały pary lustrzanych bliźniaków – jeden pełen miłości, drugi nienawiści. Tych pierwszych nazywamy dziś Shining Ones, tych drugich Wicked Ones. I te pary miały wkrótce stanąć przeciwko sobie w konflikcie, który na zawsze zmienił oblicze świata.

Boskie Odłamki

Z Lustrem sprawa jest bardziej skomplikowana. Mówi się, że jego okruchy przetrwały i że to z nich pochodzą tak zwane Boskie Odłamki.

Najważniejszy z nich zabrał mroczny Oskan. Wyjął z serca Elinathory odłamek, którym odebrała sobie życie – przesiąknięty rozpaczą i ciężarem życia, które samo się zakończyło – i zrobił z niego potężny mroczny artefakt. Tym samym ostrzem zabił swoją szlachetną połowę. Było to pierwsze w dziejach zabójstwo boga, a odłamek wyszedł z niego jeszcze potężniejszy.

Oskan zebrał też inne okruchy, które później rozdał swoim mrocznym braciom i siostrom, zanim go przepędzono. Resztę odłamków zebrano i ukryto. Od czasu do czasu któryś wypływa jako amulet, talizman albo broń, ale udowodnić, że to prawdziwy okruch Lustra, jest niezwykle trudno. Niejeden uczony wątpi, czy jakiekolwiek odłamki w ogóle przetrwały. Faktem jest jednak, że krążą po świecie artefakty o niewyobrażalnej mocy, których pochodzenia nikt nie potrafi wyjaśnić.

Morał

Elfy wciąż płaczą nad Calisorem i Elinathorą. Ludzie wciąż przypominają przy tej okazji, jak kończy się elfia pycha. Krasnoludy wyciągają z całej historii jeszcze jedną naukę: tak wygląda sięganie po magię bez umiaru. Nic dziwnego, że same trzymają się od czarów z daleka.

A Oskan? Oskan był jedynym Celestianinem, który wiedział, co się stanie. I był gotowy. Tak zaczęła się Wojna Bogów – o niej w następnej części Kronik.

Artykuły piszemy po godzinach, bez reklam. Jeśli ten Ci się przydał, ☕ postaw nam kawę.

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował.

Komentować mogą zalogowani gracze. Zaloguj się